0 In Bali

Roześmiana Yoga / Laughter Yoga

Moja przygoda z najbardziej niezwykłą yogą na świecie zaczęła się któregoś popołudnia, kiedy wracałam z targu z owocami, ciesząc się, że za chwilę zjem mojego ulubionego sirsaka (owoc o którego istnieniu nie miałam wcześniej pojęcia). Uliczka Nyuh Bulan tonęła w złotym świetle kończącego się dnia, a ja zobaczyłam tłum uśmiechniętych od ucha do ucha, zrelaksowanych Balijczyków niosących kolorowe maty pod pachą. Ewidentnie skończyli przed chwilą zajęcia yogi. Nie mogłam jednak uwierzyć, że wracali z jednego z tych turystycznych przybytków, w których ceny zajęć są kosmiczne, a adepci yogi śmiertelnie poważnie podchodzą do swojej praktyki. Poza tym, w żadnym z tych miejsc jak dotąd nie widziałam żadnego Balijczyka!

W takim razie…skąd wracali? Rozwiązanie zagadki nie zajęło mi dużo czasu.

Od moich balijskich przyjaciół dowiedziałam się o pewnym starszym Balijczyku o imieniu Kadek Suambara, który prowadzi najbardziej niezwykłe zajęcia yogi na świecie, Roześmianej Yogi. Nie wiedzą o nich turyści, a nawet gdyby wiedzieli, pewnie szybko by zrezygnowali, bo nie ma tu miejsca na gimnastyczne popisy półnagich opalonych ciał ani szans na zachowanie powagi dłużej niż przez minutę.

Zajęcia odbywaja się w Ashramie przy ulicy Nyuh Kuning, dwa razy w tygodniu, we wtorki i piątki. Nie ma tu cennika, każdy po zajęciach wrzuca do drewnianego pudełka przy wyjściu tyle, na ile go stać. Nie zastanawiałam się ani chwili, wskoczyłam w wygodne legginsy, pierwszy lepszy T-shirt i postanowiłam odnaleźć ten przybytek śmiechu.

Ashram stoi w niewielkim oddaleniu od drogi, ale znalazłam go dosyć szybko. Przy wejściu stoi piękny posąg boga Ganeshy, zapewniającego powodzenie i dobrobyt, trzymający naczynie z kwiatami frangipani. Minęłam posąg, przeszłam przez cały dziedziniec i dotarłam do wąskiego otworu w murze. Spojrzałam przez otwór, a tam, pod gołym niebem, około setki Balijczyków, starszych, młodszych i dzieci, rozkładało swoje różnokolorowe sfatygowane maty na trawie. Nie miałam swojej, ale ktoś od razu wręczył mi zapasową, trzymaną specjalnie dla zapominalskich. Chichocząc w duchu, znalazłam skrawek wolnego miejsca na środku placu, obok starszej siwej Balijki z kwiatami we włosach, rozłożyłam matę i czekałam.

W którymś momencie na niewielki podest z przodu placu wszedł szeroko uśmiechnięty siwy Balijczyk ubrany na biało, Kadek Suambara, i zaintonował jedną z najbardziej wzruszających melodii jakie słyszałam od dawna. Później zaczął mówić po balijsku.

Nie rozumiałam ani słowa, więc robiłam po prostu to, co siedzący dookoła mnie ludzie. W którymś momencie Kadek wybuchnął śmiechem tak zaraźliwym, że po chwili śmiali się już wszyscy. I tak śmialiśmy się, głośno, w niekontrolowany sposób, przez kilka minut. Potem była mała przerwa, kilka balijskich słów i znowu salwy śmiechu, ale tym razem zamiast „hahaha”  trzeba było śmiać się „hohoho”.  Moje początkowe „ hohoho” chyba nie wyszło najlepiej, bo starsza Balijka po mojej prawej stronie postukała mnie w kolano i zaprezentowała jak powinnam prawidłowo ułożyć usta i rozluźnić brzuch 😉 Co też zrobiłam. A później zaczęła się rozgrzewka i usłyszałam muzykę, absolutnie niemedytacyjną, żadnych odgłosów kropel deszczu, szumu lasu czy śpiewających ptaków. Bardziej przypominało to wiejską potańcówkę, kręciliśmy młynki rękoma i tańczyliśmy kankana. Po rozgrzewce przyszedł czas na spokojne relaksujące asany i śmiech. Asany i śmiech. I tak aż do końca.

Siedziałam pośrodku placu wśród bezzębnych staruszków, dzieci i kobiet pięknych jak z obrazów Gauguin. A wszyscy, bez względu na to z jakimi problemami przyszli, śmiali się tak samo głośno i zaraźliwie. Pomyślałam sobie, że gdyby wszyscy obecni tam ludzie zebrali się w jakiejś konkretnej intencji i poświęcili jej całą energię, która wytworzyła się w trakcie tej godziny, to nie byłoby siły, która mogłaby powstrzymać jej spełnienie.

Ponoć śmiech to zdrowie i Balijczycy doskonale o tym wiedzą. Kadek Suambara uważa, że zmartwienia i stres, osłabiają system odpornościowy, czyniąc nas podatnymi na różne choroby. Śmiech zaś, nawet bez szczególnego powodu, wzmacnia nasze ciało i sprawia, że pogodniej patrzymy na życie. A optymizm i radość to najlepsi sprzymierzeńcy naszego systemu odpornościowego.  Recepta jest prosta, gdy martwi Cię to co przyniesie przyszłość – skup się na tym, co tu i teraz. Gdy jesteś smutny – śmiej się.

Yoga pod palmami na tle balijskiego nieba o zachodzie słońca, wśród Balijczyków śmiejących się do rozpuku, niewątpliwie ma w sobie coś magicznego. Może nie jest to najbardziej intensywna gimnastyka ciała, ale na pewno wspaniały masaż dla mięśni brzucha i ukojenie dla ducha.

Po zajęciach oddałam pożyczoną matę, wrzuciłam datek do drewnianej skrzyneczki stojącej przy wyjściu i wśród kolorowego tłumu Balijczyków wróciłam do domu.

[EN]

My adventure with the most amazing yoga in the world started one afternoon when I was returning from the fruit market, looking forward to eating my favorite sirsak (the fruit I had had no idea existed). Nyuh Bulan alley was immersed in the golden light of the day coming to an end and I suddenly I saw the crowd of smiling, relaxed Balinese people carrying some colourful mats. Evidently they had just finished some yoga classes. But I could not believe they were returning from one of these tourist centres for deadpan yoga students with astronomically high prices. Besides, I hadn’t seen any Balinese people in those places before.

So…where had they been? It didn’t take me long to find out.

My Balinese friend told me about an elder man named Kadek Suambara, who runs the most amazing yoga classes in the world, Laughter Yoga classes. Tourists do not know about them, and even if they knew, they would probably soon give up as the Balinese wouldn’t be impressed with their half-naked, suntanned flexible body.

Classes are held in the Ashram in Nyuh Kuning street, twice a week, on Tuesdays and Fridays. There is no price list, after classes everyone puts some money, as much as they want, into the wooden box. I did not think much, slipped into comfortable leggings, random T-shirt and decided to find this sanctuary of laughter.

I found the Ashram quite quickly. At the entrance there was a beautiful statue of Ganesha, the god of success and prosperity, holding a bowl full of frangipani flowers floating on water. I passed the statue, walked across the courtyard and I got to a small entrance. I looked through and there they were, about a hundred of Balinese people, old and young, sitting on their colorful yoga mats on the grass under the open sky. I did not have my mat, but someone gave me a spare one, especially for the forgetful. Chuckling to myself, I found some free space in the middle of the square, next to an elder Balinese woman wearing flowers in her hair, I spread my mat and waited. After a while, a grey-haired man, Kadek Suambara,  stepped onto a small platform in front of the square and began chanting the most moving melody I had heard in a while. Then he started speaking balinese.

I did not understand a word, so I did just what the people sitting around me did. At one point Kadek laughed so infectiously, that soon everyone was laughing the same way. And so we laughed, loudly and uncontrollably for several minutes. Then we made a short break and laughted again, but instead of “hahaha” we were instructed to laugh “hohoho”. I think my “hohoho” was not that perfect as an elder Balinese woman sitting on my right tapped me on my knee and presented the way I should do it properly. Then we started the warm up and I heard the music, absolutely not a meditation-type music, no sounds of raindrops or singing birds. It was more of a country party music and suddenly we were dancing the CanCan dance! After the warm up, the time came for a few relaxing asanas and some laughter of course. Asanas and laughter. And so on until the sunset.

Laughter is the best medicine and Balinese people know it. Kadek believes that when a person is miserable or stressed, their immune system goes down, making them susceptible to disease. Laughter, even without a reason, makes the body stronger and boosts the immune system. His presciption to life is very simple: when you are worried about the future – stay in the present, when you are sad – laugh.

I was sitting there among the elderly men, children and women as beautiful as in the paintings by Gauguin, everyone, regardless of their problems, was laughing loudly and infectiously.  Yoga under the palm trees at sunset, among so many laughing people is undoubtedly something magical. It might not be the most intense body exercise, but certainly it is a great belly massage and it brings comfort to the soul. After the class, I gave back the borrowed mat, put a donation into the wooden box and, knowing that I had just received a simple but  powerful life lesson, among the colorful crowd of Balinese people I went back home .

 

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply