0 In Tanzania

Wolontariat w Tanzanii. O czym warto wiedzieć przed wyjazdem.

Tanzania jest urzeczywistnieniem wszystkich wyobrażeń o Czarnej Afryce. Przynajmniej dla mnie. Na jej terytorium znajduje się Kilimanjaro, trawiaste równiny Serengeti, słynące z występowania największych stad dzikich zwierząt oraz krater Ngorongoro, zwany naturalną Arką Noego. Od wschodu obszar Tanzanii ograniczony jest Oceanem Indyjskim i wyspami Zanzibar, Mafia oraz Pemba. Od zachodu zaś – jeziorem Tanganika oraz jeziorem Nyasa (bardziej na południu).

Tanzania jest jednym z najbardziej stabilnych politycznie krajów Afryki, jednakże ubóstwo, brak możliwości kształcenia oraz wysoki odsetek chorych na AIDS cały czas stanowią ogromny problem dla miejscowej ludności.

W Tanzanii znajduje się wiele organizacji non-profit oraz NGO, które cały czas poszukują pełnych pasji i chęci podzielenia się swoimi umiejętnościami wolontariuszy. Bez względu na to, czy chcielibyście pracować z młodzieżą, ludźmi starszymi, wziąć udział w projekcie ekologicznym czy kulturalnym, na pewno znajdziecie coś dla siebie. Wolontariusze poszukiwani są przede wszystkim w sektorach opieki zdrowotnej, edukacji oraz ochrony przyrody.

Zanim jednak zaczniecie szukać odpowiedniego programu, warto zweryfikować, czy wasze wyobrażenia na temat wolontariatu mają odzwierciedlenie w rzeczywistości. I czy wolontariat jest faktycznie czymś, czemu chcielibyście poświęcić swój czas, i nie ukrywajmy, sporo pieniędzy. Oto kilka mitów, które związane są z tematem wolontariatu (nie tylko w Afryce):

Mit nr 1: Wolontariat jest darmowy.

Nic bardziej mylnego. Udział w projekcie zawsze kosztuje. Nawet jeśli masz zapewnione zakwaterowanie oraz wyżywienie (raczej w rzadkich przypadkach) to trzeba liczyć się z kosztami takimi jak wiza, szczepienia i przelot.

Mit nr 2: Bycie wolontariuszem, nawet przez krótki okres czasu, przyczynia się do zmiany sytuacji na lepsze.

To temat budzący wiele kontrowersji. Krótkotrwałe wolontariaty mają pewne korzyści. Przede wszystkim dla wolontariusza, a nie do końca chyba o to chodzi.

Wszystko jednakże zależy od charakteru pracy. Jeśli decydujecie się na krótkotrwały wyjazd, zwróćcie uwagę, by nie był on związany z pracą z małymi dziećmi (np. w sierocińcu). Dzieci niezwykle szybko przywiązują się do opiekunów, a po waszym wyjeździe będą czuły się – po raz kolejny – jeszcze bardziej porzucone i osamotnione.

To samo dotyczy pracy w szkole. Przypadkowemu turyście, który dysponuje dwoma tygodniami czasu, samo poznanie imion uczniów i ich poziomu znajomości języka zajmuje kilka dni. Następne kilka dni to wypracowanie skutecznej metody nauczania (zakładając, że ma on w ogóle przygotowanie metodyczne i pedagogiczne).

Jeśli macie do dyspozycji mniej niż kilka miesięcy i chcecie w czymś pomóc, poszukajcie wolontariatu związanego z pomocą lokalnej społeczności (np. w poznawaniu nowych technologii), czy projektami ekologicznymi.

Mit nr 3: Wolontariuszami mogą być tylko młodzi ludzie.

Niekoniecznie. Starsze osoby często dysponują większą ilością potrzebnych umiejętności i doświadczeniem. Wiek naprawdę nie ma tu znaczenia. Wśród wolontariuszy, których poznałam podczas swoich wyjazdów byli zarówno studenci, osoby w średnim wieku, jak i emeryci.

Mit nr 4: Wolontariat to to samo co wolonturystyka.

Klasyczne wolontariaty najczęściej można zorganizować samemu, bezpośrednio kontaktując się z instytucją na miejscu lub korzystając z pomocy NGO. Wymagana jest możliwość spędzenia na miejscu co najmniej 4 tygodni, a niejednokrotnie kilku miesięcy, oraz posiadania umiejętności przydatnych dla lokalnej społeczności. W zamian za pełnoetatową pracę, możemy spodziewać się skromnych warunków zakwaterowania oraz wyżywienia. Samemu musimy opłacić przelot, wizę oraz szczepienia.

Wolonturystyka to zdecydowanie nie to samo co wolontariat. To przede wszystkim biznes. Wolonturystyka to krótkoterminowy wyjazd (np.2-tygodniowy), który łączy pomaganie i turystykę. Przygodę woluntarystyczną można po prostu kupić u pośrednika turystycznego. Za sam udział w programie musimy zapłacić zazwyczaj około 250-1000 dolarów za tydzień (bez przelotu, wizy, czy szczepień). W zamian dostaniemy możliwość „niesienia pomocy”, przeżycia przygody życia, czy wpisania tego doświadczenia do CV. Na miejscu wszystko jest zorganizowane, coś jak na wakacjach all inclusive…

Tylko czy ktoś korzystający z tego typu usług to cały czas wolontariusz, czy może już klient?

Według danych międzynarodowych organizacji pomocowych wolonturystyka w swojej obecnej formie bardziej szkodzi, niż pomaga. Dlatego zanim zdecydujecie się na wolontariat, poważnie to przemyślcie. Dowiedzcie się, czy program, w którym chcecie wziąć udział rzeczywiście w jakikolwiek sposób przyczyni się do polepszenia sytuacji na miejscu. Nie chodzi o spektakularne zmiany, ale o to by beneficjentem takich działań była faktycznie lokalna społeczność/ przyroda (jeśli to projekt ekologiczny), a nie tylko organizacja, która zatrudnia wolontariuszy. Zastanówcie się, czy pieniądze, które musicie za to zapłacić (jeśli musicie), nie mogłyby zostać wydane w lepszy sposób np. poprzez zakup niezbędnych przyborów do szkoły dla dzieci, czy materiałów budowlanych. Realnie oceńcie swoje kompetencje. I co najważniejsze – szczerze przemyślcie motywacje, które wami kierują.

~~~

Jeśli nadal jesteście zainteresowani wolontariatem to bardzo się cieszę 🙂 W takim razie…co powiecie na wolontariat w Tanzanii? Brzmi interesująco?

Dla mnie dłuższy wyjazd do Afryki był zawsze wielkim marzeniem. Nie do końca wiem skąd się ono wzięło, ale po prostu nie mogłam przestać o tym myśleć. Niestety bardzo długo nie wiedziałam jak mogłabym je urzeczywistnić. Zaczęłam więc o tym mówić. Wszystkim. Mapę Tanzanii znałam na pamięć ze wszystkimi detalami. Zaczęłam się uczyć suahili. Zachowywałam się tak, jakbym była w trakcie przygotowań do wyjazdu.

W pewnym momencie, kiedy kolejny już dzień analizowałam mapę Tanzanii, pojawił się ktoś, dzięki komu mój wyjazd do Afryki stał się realny. Właściwie było to kilka osób, które jedna po drugiej doprowadziły mnie do Arushy, miejscowości w której mieszkałam i pracowałam jako wolontariuszka przez 3 miesiące.

Chyba właśnie wtedy zaczęłam wierzyć, że jeśli bardzo się czegoś pragnie i DZIAŁA SIĘ w tym kierunku, to cały wszechświat sprzyja temu pragnieniu i podsuwa nam najbardziej nieoczekiwane rozwiązania. Od tamtej pory zebrałam sporo dowodów potwierdzających, że naprawdę tak to działa.

Oczywiście kiedy okazało się, że NAPRAWDĘ jadę do Afryki i to nie jest żart, wszyscy nagle zaczęli traktować tę wiadomość baaardzo poważnie i zdawać mi codzienne relacje z wszelkich możliwych konfliktów i katastrof, które miały miejsce w Tanzanii w przeciągu ostatniego stulecia. Mój dziadek stał się specjalistą od morderczych skłonności tanzańskich plemion, tata od statystyk katastrof powietrznych wszystkich linii lotniczych świata, a  znajomi – od chorób zakaźnych i liczby ataków lwów na turystów. Jakim cudem nie oddałam komuś biletów lotniczych? Nie wiem. Chyba po prostu musiałam sprawdzić sama. I ani sekundy nie żałowałam.

Was też gorąco namawiam, przekonajcie się sami. Nie tylko w kwestii wyjazdu na wolontariat do Tanzanii. W każdej. Po stokroć lepiej doświadczyć czegoś samemu, niż tysiąc razy słuchać jak opowiada o tym ktoś inny.

Nie o wszystkim da się opowiedzieć. Nie do wszystkiego można się przygotować. Ale są rzeczy, które przed wyjazdem do Tanzanii warto wiedzieć:

Jedzenie

W Tanzanii spożywa się 3 posiłki dziennie, przy czym śniadanie to najczęściej nic więcej poza kahawa (czyli kawą) lub chai (herbatą) oraz mkate (chlebem).

Wielu Tanzańczyków lubi zaczynać dzień od uji (czyt.udżi), rodzaju kleiku na ciepło do picia, przyrządzanego na słono lub pikantnie. Była to chyba jedyna rzecz, do której nie mogłam się przekonać (mimo wielu prób).

Jedną z najbardziej popularnych potraw Afryki Wschodniej jest ugali, której podstawą jest mąka kukurydziana. Po ugotowaniu konsystencją przypomina naszą kaszę mannę, jednak jest o wiele gęstsza i twardsza, gotuje się ją w wodzie bez żadnych przypraw. W smaku jest dość nijaka. Głównym składnikiem, który nadaje smak potrawie jest sos.

Jeśli zostaniecie zaproszeni na obiad – karibu chakula – pierwszy krok to mycie rąk. Gospodarz przyniesie miseczkę z wodą i dzbanek. Trzymajcie ręce nad miską podczas gdy gospodarz będzie polewał je wodą z dzbanka. Podczas posiłku nie zjadajcie wszystkiego do końca. Zostawcie odrobine na talerzu by pokazać gospodarzowi, że jesteście najedzeni do syta.

Starajcie się nie podawać jedzenia lewą ręką, jest ona uważana za nieczystą.

Jeśli inni jedzą rękoma, zróbcie to samo, nawet jeśli dostaliście sztućce. Jedzenie rękoma to duża sztuka, ale po kilku próbach staje się naturalne. Pamiętajcie tylko, by dłoń trzymać niżej niż łokieć.

Tanzania to królestwo owoców: papai, mango, pomarańczy, arbuzów, melonów, różnych gatunków bananów, ananasów, litschi i wielu innych. Ciężko się nimi wszystkimi nasycić, są naprawdę przepyszne. Można je niedrogo kupić na każdym kroku (nie zapomnijcie się targować!). Pamiętam, że w pierwszym tygodniu pobytu w Tanzanii nie mogłam oderwać się od avocado, miałam szczęście i akurat trafiłam na sezon. Avocado na śniadanie, obiad i kolację. Marzenie!

To samo dotyczy soków owocowych…raj na ziemi. Pamiętajcie tylko żeby sprawdzić skąd pochodzi dodawana do nich woda.

Właśnie, woda! Pijcie tylko przegotowaną lub butelkowaną. Podczas kilku miesięcy pobytu w Tanzanii, nigdy nie przytrafiły mi się żadne sensacje żołądkowe chociaż jadłam wszystko i nie do końca miałam możliwość przestrzegania wszystkich zaleceń sanitarnych. Ale nigdy nic nie wiadomo. Lepiej nie wrócić z żadną amebą.

Choroby i szczepienia

Co najmniej miesiąc przed wylotem koniecznie skonsultujcie się z lekarzem medycyny podróży, który odpowie na wszystkie wasze pytania dotyczące chorób i niezbędnych szczepień.

Do Tanzanii dobrze jest wziąć żółtą książeczkę szczepień z wpisanym ważnym szczepieniem przeciw żółtej febrze. Kontrole na granicy zdarzają się bardzo rzadko (mnie nikt nie pytał o żadne szczepienia), ale w praktyce osoby nieposiadające ważnego zaświadczenia o szczepieniu przeciwko żółtej febrze mogą być poproszone o zaszczepienie się w granicznym punkcie medycznym.

Oprócz żółtej febry, zalecane jest sczepienie przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu A (WZW A) oraz durowi brzusznemu, a przypominająco przeciw tężcowi, błonicy i polio. W sumie wszystkie szczepienia to niemały wydatek, trzeba liczyć się z kosztem około 600 zł.

Trzeba również pamiętać, że Tanzania leży na obszarze zagrożonym malarią. Zapobieganie malarii polega na unikaniu ukłuć komarów (repelenty, moskitiera) i ewentualnym stosowaniu profilaktycznych leków. Najpopularniejszym lekiem w tej chwili jest Malarone. U niektórych osób występują niestety na tyle silne efekty uboczne (mdłości, zawroty głowy, stany depresyjne), że nie każdy jest w stanie go zażywać. Sama nie połknęłam Malarone ani razu, zgodnie zresztą z sugestią lekarza, który stwierdził, że musiałabym go zażywać przez zbyt długi okres czasu, a efekty uboczne mogłyby mieć groźniejsze konsekwencje niż sama malaria. Miałam go jednak przy sobie na zasadzie antidotum w razie zarażenia (wtedy trzeba zażyć odpowiednio większą dawkę).

Na początku ciężko było mi się przyzwyczaić do brzęczenia komarów, a każde ukąszenie wywoływało niepokój. Po jakimś czasie jednak, uspokojona przez wszystkich dookoła, przestałam zwracać na to uwagę.

W Tanzanii poznam kilka osób, które przechodziły malarię wielokrotnie. Objawy przypominają postać naszej ciężkiej grypy: dreszcze, gorączka, ogólna niemoc. Należy się wtedy niezwłocznie zgłosić do szpitala, gdzie zrobione zostaną testy. Jeżeli wynik będzie pozytywny, podany zostanie lek, po zażyciu którego często tego samego dnia można wyjść ze szpitala.

Wasza decyzja o braniu leku na malarię tak naprawdę powinna zależeć od sytuacji na miejscu i długości wyjazdu. Rozsądek przede wszystkim. Proponowałabym najpierw porozmawiać z kimś, kto już jest w Tanzanii i zapytać o ryzyko zarażenia malarią konkretnie w miejscu, do którego jedziecie (zmienia się ono również w zależności od pory suchej lub deszczowej, w czasie suchej znacząco spada), wziąć dobre repelenty (np.Muggę), malarone na wszelki wypadek i koniecznie przed wyjazdem skonsultujcie się z lekarzem!

Bądźcie też czujni po powrocie do domu. Chociaż minimalny okres wylęgania malarii to 7 dni od momentu ukłucia przez komara, malaria może ujawnić się nawet do kilku miesięcy po powrocie do kraju. Nawet jeśli  dolegliwości wydają wam się podobne do grypy lub innych typowych w Polsce infekcji wirusowych, pamiętajcie, że wróciliście z tropikalnego kraju i natychmiast skonsultujcie się z lekarzem w jednym ze specjalistycznych ośrodków zajmujących się medycyną tropikalną lub z najbliższym szpitalem zakaźnym. Do rozpoznania malarii konieczne są badania laboratoryjne, które nie są dostępne w przychodniach. Większość przypadków powikłań lub kończących się śmiercią w wyniku zarażenia malarią wynika ze spóźnionej diagnozy oraz zbyt późnego rozpoczęcia leczenia. Dlatego tak ważna jest szybka reakcja.

Wiza

Wizę można otrzymać na głównych przejściach granicznych (w tym w Dar es Salaam i Kilimandżaro) po przylocie. Do wniosku wizowego należy dołączyć dwa zdjęcia paszportowe oraz okazać bilet powrotny. Koszt jednokrotnej wizy turystycznej ważnej przez 90 dni to 50 $. Pamiętajcie, by paszport był ważny co najmniej 6 miesięcy od chwili planowanego zakończenia pobytu w Tanzanii.

Wiza turystyczna nie pozwala jednak na pracę w charakterze wolontariusza. Niestety Tanzania co jakiś czas podnosi stawki za tego rodzaju wizę i musicie poprosić o informacje na ten temat instytucję (szkołę, szpital, park narodowy) z którą będziecie współpracować.

Ja po przylocie wykupiłam wizę turystyczną na przejściu w Dar es Salaam, a po tygodniu moja opiekunka ze szkoły, w której pracowałam, wzięła mój paszport i sobie tylko znanymi sposobami wzbogaciła go o wizę pozwalającą mi na pobyt w charakterze wolontariusza. Kosztowało mnie to 250 $. 200 $ za wizę, 50 $ za…”inne opłaty”.

Waluta

Dolary amerykańskie, euro i inne waluty wymieniać można bez ograniczeń na szylingi tanzańskie w bankach i w kantorach. Bankomatów jest niewiele i tylko w dużych miastach.

W Polsce przy wymianie złotówek na dolary, pamiętajcie, żeby były one jak najnowsze. Wymiana banknotów dolarowych starego wzoru (tj. sprzed 2003 r.) może nastręczać dużych trudności. Kurs wymiany zależy również od nominału. Im mniejszy nominał tym słabszy kurs. Najlepiej mieć banknoty po 100 $.

Język

W Tanzanii poza dużymi miastami, Zanzibarem i parkami narodowymi znajomość języka angielskiego jest słaba; powszechnie używany jest język suahili. Przed wyjazdem dobrze jest nauczyć się kilku zwrotów, choćby tych potrzebnych do powitania.

Obyczaje

W rejonach zamieszkanych przez muzułmanów, zwłaszcza na wybrzeżu i na wyspach Zanzibar i Mafia, oczekuje się od turystów poszanowania miejscowej kultury. Szorty, mini spódniczki, czy stroje plażowe poza plażą mogą przysporzyć turystom pewnych problemów. W czasie postu muzułmańskiego (ramadanu) nie należy w ciągu dnia ostentacyjnie spożywać posiłków lub napojów w miejscach publicznych.

~~~

Wolontariat w Tanzanii był jednym z najcenniejszych doświadczeń w moim życiu. Od pierwszego dnia czułam się tam jak w domu. No, może od czwartego (bo pierwszego dnia okazało się, że mój bagaż został w Turcji). Mam tam kilkoro drogich przyjaciół, którym prawdopodobnie nigdy nie zdołam się odwdzięczyć za to, że tak ciepło mnie przyjęli, pomogli spełnić marzenie i sprawili, że kraj, który kiedyś był daleki i obcy, stał się tak niewyobrażalnie bliski.

W temacie wolontariatu jest bardzo wiele kwestii, których nie poruszyłam ze względu na fakt, że w zasadzie mogłaby to być niekończąca się opowieść. Dlatego jeśli planujecie wyjazd do Tanzanii, ale nie wiecie jak się do tego zabrać, albo macie jakieś pytania – chętnie pomogę. Piszcie śmiało!

I pamiętajcie, że wszystko jest możliwe! Niemożliwe wymaga tylko więcej czasu. 🙂

 

[galeria zdjęć nad wpisem]

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply